PRZEŻYWANIE STRATY

Przeżywanie strat towarzyszy nam przez całe życie. Jest to stały element towarzyszący nam od wczesnego dzieciństwa: opuszczenie bezpiecznego brzucha mamy, potem rozłąka z jej piersią, smoczkiem (notabene, sposób w jaki przeżyliśmy tę stratę ma duży wpływ na tworzenie więzi w życiu dorosłym).

Pierwsze rozczarowanie miłosne, śmierć bliskiej osoby, utrata zdrowia, pracy, wyprowadzenie się dzieci z domu, przejście na emeryturę itd. Najczęściej jednak przeżywaną stratą są niespełnione nadzieje, utracone złudzenia, które pokładaliśmy w drugim człowieku. Szczególnie to widać w małżeństwie, w pracy, w bliskich związkach. Na początku euforia - jaki on wspaniały, ona jaka piękna, dobra. A w tej pracy to sami szlachetni ludzie i piękne ideały. Po jakimś czasie jednak widzimy, że to były w głównej mierze nasze pragnienia i złudzenia. Po przeżyciu każdej straty nasz wewnętrzny świat powinien zbudować się na nowo. Adaptacja do nowej rzeczywistości wcale nie jest łatwa. Dobra wiadomość jednak jest taka, że z dobrze przeżytej straty wychodzimy bardziej dojrzali, wrażliwi i... silni.

Dobrze przeżyta strata jest wówczas, gdy pozwolimy sobie na silne emocje. Zazwyczaj są to: żal, poczucie bezsensu, gniew, złość, rozpacz. Dobrze przeżyta strata jest wówczas gdy czujemy, że boli. Płacz, łzy, które wówczas ronimy oczyszczają nie tylko naszą psychikę ale i ciało. Wśród różnych rodzai łez rozróżnia się łzy żalu. Zawierają one kortyzol - hormon stresu. Dobrze jest się go pozbyć i szukać możliwości by naprawdę szczerze płakać.

Dobrze przeżyta strata wymaga również sporej ilości czasu.

Czasami potrzebujemy porozmawiać z kimś kto pomógłby nam skontaktować się z tymi silnymi emocjami, które buzują w naszym wnętrzu powodując bóle żołądka, głowy, bezsenność. W naszym dzieciństwie nauczyliśmy się skrzętnie chować nasze uczucia takie jak ból, strach czy złość. No, wstawaj i nie becz. Już nie boli. A przecież w życiu dorosłym taka umiejętność przeżywania bólu i smutku przydałaby się bardzo! Psycholodzy mieliby dużo mniej pracy, nieprawdaż? Wystarczyłoby wówczas powiedzieć do dziecka: O! Przewróciłeś się. Boli. Chodź podmucham, przytulę.