MYŚL O ROZWODZIE- WOŁANIEM O POMOC

Często tak jest, że ludzie pomimo tego, że się kochają napotykają trudności w byciu razem. Trudności te wynikają z nierealnych oczekiwań, z braku akceptacji drugiego takim jakim jest, z braku umiejętności dobrej komunikacji, nieumiejętności nazywania swoich potrzeb i uczuć, z przenoszenia odpowiedzialności za nasze uczucia na innych czy też z często nieuświadomionej, walki o dominację w związku.

Powielamy również wzorce zachowań wyniesione z naszych rodzinnych domów, w których rodzice nie zawsze radzili sobie super dobrze. W momencie gdy jesteśmy już osłabieni przeciągającym się kryzysem małżeńskim, gdy sięgamy dna bezradności wtedy może pojawić się myśl o rozwodzie. Myśl ta jest tak naprawdę wołaniem o pomoc. Jeśli wyobrażasz sobie, że bycie z innym mężczyzna, kobietą byłoby łatwiejsze, to muszę Cię rozczarować. Jest mnóstwo przykładów, że po rozwodzie, w następnym związku, też się nie układa. Chcę Ci powiedzieć, że problem nie tkwi w Twoim mężu czy żonie, ani w konfiguracji jaką tworzycie. Problem tkwi w sposobie reagowania i przeżywania rzeczywistości.

ODBUDOWANIE WEWNĘTRZNEGO ŚWIATA PO STRACIE.

Człowiek w życiu przeżywa stale jakieś straty. Jest to stały element towarzyszący nam od wczesnego dzieciństwa,np. opuszczenie bezpiecznego brzucha mamy, potem rozłąka z jej piersią, smoczkiem, śmierć rodzica, innej bliskiej osoby, utrata zdrowia, pracy, wyprowadzenie się dzieci z domu, przejście na emeryturę czy nawet żal po straconych złudzeniach. Po przeżyciu każdej straty musimy nasz wewnętrzny świat zbudować na nowo. Każda dobrze przeżyta strata czyni nas bardziej dojrzałymi, wrażliwymi i silnymi. Czasami potrzebujemy porozmawiać z kimś kto dodałby nam otuchy, wsparł silnym ramieniem, ciepłym słowem albo tylko lub aż wysłuchał o nic nie wypytując.

MAM DLA CIEBIE DOBRĄ WIADOMOŚĆ!

Może się zmienić sposób Twojego reagowania na sytuacje trudne. To, co do tej pory Cię irytowało, budziło gniew albo lęk nie musi determinować twojego zachowania. Teraz Ty możesz wziąć byka za rogi i powiedzieć sobie: Hola! Skąd u mnie taka reakcja? Możesz rozpoznać co jest zapalnikiem twoich silnych emocji. Bo to, że dziś kłócisz się z żoną/mężem z jakiegoś powodu , to jakaś przyczyna tej kłótni jest w Tobie, w Twoich niezaspokojonych potrzebach, zranieniach z przeszłości. Ta dobra wiadomość jest też taka, że możesz być przyjacielem samego siebie. Dlatego zapytaj siebie z troską: co mnie tak denerwuje w zachowaniu mojego męża? Czego się boję? Czy kiedyś już przeżyłam podobną sytuację? Czy ta sytuacja coś mi przypomina? Skupienie się na samym sobie. na tym co jest w mojej głowie i sercu, pozwoli mi oderwać się psychicznie od mojego męża/żony. Pozwól mu/jej być takim jakim jest. Ty pewnie też byś tego chciała wobec siebie, prawda?

OSOBA TOWARZYSZĄCA W PROCESIE DOJRZEWANIA

No tak, ale jak się nauczyć takiego wewnętrznego dialogu? Skąd brać wzorce? Nikt ze mną do tej pory tak nie rozmawiał. Chcę Ci powiedzieć, że w tym procesie może być pomocna osoba towarzysząca. Osoba, która sama przeszła podobną drogę i ma predyspozycje do tego, by iść razem z Tobą. Taki przyjaciel szczególnie się przyda na początku tej drogi ku wewnętrznej wolności, dojrzałości. Jakjuż poznasz swoje najsłabsze strony, miejsca najgłębszego lęku - miłość będzie dla Ciebie wszędzie. BĘDZIESZ W STANIE KOCHAĆ. I wtedy niestraszna Ci bedzie mina Twojej żony, milczenie Twojego meża, źle podjęta (wg Ciebie) decyzja współmałżonka... Będziesz wiedział czego się boisz i będziesz umiał rozmawiać o tym. Powróci do Ciebie poczucie wewnetrznej godności bo to teraz Ty będziesz panować nad sobą, swoimi i będziesz przyjemna dla innych.

CZY "DO TANGA TRZEBA DWOJGA"?

I tak i nie. Pułapką w jaką często wpadamy jest przekonanie, że jeśli chcemy, by nasz zwiazek był udany, to oboje musimy pracować nad nim w taki sam sposób "pół na pół" – inaczej wogóle nie będę się wysilać! Okey! Ale dokąd taka droga prowadzi? Przecież każdy z nas jest inny. Jesteśmy na różnych etapach dojrzewania i świadomości samego siebie. Pochodzimy z różnych domów, środowisk. No i rzecz niebagatelna: jesteśmy kobietą i mężczyzną a to jest jak ogień i woda. I jak tu mówić o takim samym poziomie zaangażowania? Z resztą jak go zmierzyć, ocenieć? Tak więc mam taka propozycję: energię którą pożytkujesz na kontrolę, ocenę męża/żony spożytkuj na siebie, na swój wewnętrzny dialog poznania siebie. Zaopiekuj się tym co w Twoim sercu i głowie. Jedyny realny wpływ jaki mamy na zmianę czyichś zachowań to wpływ jaki mamy na samych siebie. Tak więc, jeśli chcemy być efektywni, to zajmijmy się sobą. Bo to, nie relacje potrzebują uzdrowienia, ale chociazby jedna ze stron. Związek to naczynia połaczone. Moje zachowanie wpływa na zachowanie drugiego. I chcąc wziąć odpowiedzialnośc za moje relacje biorę odpowiedzialnośc za moje reakcje. :)